Zakładki:
Drozda i psy
statystyka
RSS
czwartek, 04 lutego 2010

Dlaczego psy zabierają buty?

Najprościej można odpowiedzieć: Bo lubią. Zabieranie butów i inne drobne kradzieże to efekt nudy. Nuda to stres z którym jakoś trzeba sobie poradzić. Gryzienie butów ścian czy zupełnie innych przedmiotów to tylko chęć zwrócenia na siebie uwagi lub potrzeba znalezienia łagodniejszej formy rozładowania emocji. Już o tym pisałem. Gryzienie zwiększa wydzielanie śliny. Wydzielanie płynów ustrojowych działa jak odruch bezwarunkowy. Więcej śliny to mniej transmiterów odpowiedzialnych za nadmierną produkcję pobudzających hormonów. Gdy nie wiadomo co z sobą zrobić, dobrze jest coś pogryźć. Tak też psy dają sobie z tym radę. Czy warto z tym walczyć? Walczyć na pewno nie. Warto zająć się psem i organizacją własnego czasu.

21:55, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 marca 2009

„Nasza znajda ucieka gdy tylko zobaczy uniesioną nad sobą rękę. Ucieka zresztą gdy coś gwałtownie zabrzmi, spadające klucze, trzask drzwi zamykających się z powodu przeciągu. Kiedyś spadła mi na podłogę w kuchni filiżanka, rozbiła się prawie pod jej stopami. Kinga przez tydzień nie wchodziła potem do kuchni. Suczka uwielbia być głaskana, drapana i miziana. Gdy tylko zabawa zaczyna być trochę gwałtowniejsza, natychmiast się wycofuje lub ucieka. Nauczyliśmy się już nie bawić się z nią w żadne szarpaniny, niestety moje dzieci nie bardzo to rozumieją. Każda ich próba zabawy z Kingą kończy się wycofaniem psa.” 

Reakcje Kingi na gwałtowne zdarzenia, gesty ludzi to ewidentna reakcja lękowa związana z jakąś traumą z przeszłości. Jak to zwykle bywa nie wiemy nic o przeszłości adoptowanych psów ze schroniska, tym bardziej o psach znajdach. Możemy się jedynie domyślać, że łatwo im w życiu nie było. Dla mnie najbardziej przykre jest to, że wiedza o ludziach i doświadczenie społeczne pozwala nam właśnie domyślać się co mogło taką psinę spotkać. Nie mam wątpliwości, że psy podrzucane do schronisk lub porzucane w lesie to nie są psy, które były kochane. Zazwyczaj były powodem różnego rodzaju frustracji ich właścicieli. Ludzie potrafią dbać o własny komfort, to wychodzi im najlepiej. Często złości, agresja, frustracja, bywają rozładowywane tym samym. Dlatego złością reagujemy na złość, agresją na agresję. To oczywiście, w żaden sposób nie rozwiązuje problemu, jedynie go pogłębia. Każdy człowiek ma swoje naturalne prawo do wyrażania złych emocji. Gdybyśmy tego nie potrafili, bylibyśmy ułomni, może nawet ludzkość by dawno nie istniała. Od zachowań destruktywnych uciec się nie da. Jednakże mądrość człowieka pozwala mu na chwilę przystanąć i zapytać się siebie samego: „Dlaczego tak się zachowałem, jakie są tego powody, może powinienem coś zmienić?”. Jeśli raz uderzyłem kolegę, psa, kogokolwiek to trudno. Jeśli potrafię zrozumieć swój mechanizm zachowania to więcej tego nie zrobię. Jeśli tylko destruktywną agresją umiem rozładować własne złe emocje i napięcia, tzn że nie powinienem mieć wokół siebie żadnego zwierzaka. Człowieka również.Po tym za długim wstępie. Jest masa ludzi, którzy biją swoje zwierzęta, maltretują je fizycznie i psychicznie. Zawsze tacy będą. To źli ludzie a wszyscy, którzy obejmują po nich spadek np. w postaci adoptowanych zwierząt muszą zaakceptować to co biorą na swoje barki. Czasami jest to próba przekraczająca wydolność i możliwości nowych opiekunów. Dlatego, przykro mi o tym pisać, nie jestem wielkim fanem adopcji psów ze schronisk, tym bardziej przygarniania znajd. To bardzo trudny krok w organizacji życia osobistego i rodzinnego, to wielkie poświęcenie, naprawdę tylko dla twardzieli. Wracając do Kingi. Myślę, że jest psem, który był bity lub zastraszany. Zdecydowanie odradzam eskalowanie „szarpanych” zabaw z psem. To wymaga przepracowania tematu z dziećmi. Bardzo pozytywne jest to, że pies mimo reakcji lękowych dziejących się w obecności rodziny, potrafi potem wrócić i zachowywać się jak pluszak. To stwarza nadzieję na przeprowadzenie z Kingą treningu odwrażliwiającego jej reakcje lękowe. Jak to zrobić? Musiałbym poznać psa, jego środowisko i właścicieli. Tylko w oparciu o bezpośrednią relację można zbudować plan działań wobec Kingi. Proszę poszukać w Państwa okolicy behawiorysty lub zapraszam do kontaktu ze mną. 

07:23, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 marca 2009

Moja roczna spanielka zjada odchody, zarówno swoje jak i ludzkie, przynajmniej tak mi się zdaje, że ludzkie. Czasami też potrafi się wytytłać w jakimś łajnie. To zaczyna być kłopotliwe, szczególnie że wyczesanie spaniela i umycie go po takim kontakcie z odchodami jest bardzo kłopotliwe. Ja się przy tym mocno napinam i złoszczę a pies zaczyna na mnie warczeć. Dostała po tyłku kilka razy, ale to nic nie dało. Wiem, że kiedyś Twoja dożyca też urządziła sobie kąpiel w krowim łajnie. Jak sobie dałeś z tym radę?

To prawda kiedyś moja ukochana „Sunia druga” na 5 minut przed wyjazdem z pobytu na wsi wykąpała się w krowich kupach. Zresztą nie tylko ona, Bianka kilka razy wykonała to samo. Bercie zdarza się zjadać własne kupy. Jednak nie jest i nie był to regularny kłopot. Po prostu zdarza się, wkurza mnie to niemiłosiernie ale nie panikuję i nie robię z tego powodu afery.

 Kontakt zwierząt z odchodami, tak w ogóle, niezależnie od gatunku jest prawidłowym i normalnym zachowaniem. Gdyby prześledzić etogram (zapis wszystkich zachowań), to u wszystkich zwierząt, nawet u ludzi, odchody są lub były ważnym elementem komunikacji z własnym środowiskiem, komunikacji z innymi społecznościami. Zapewne niejeden antropolog mógłby godzinami opowiadać o traktowaniu własnych nieczystości wśród tzw. „ludów pierwotnych”. Wśród zwierząt załatwianie potrzeb fizjologicznych to nie tylko usuwanie z organizmu pozostałości po procesie trawienia. Zwierzęta zazwyczaj nie robią tego byle jak i byle gdzie. Dzikie zwierzaki roślinożerne nigdy nie robią tego na własnym pastwisku tylko w ściśle określonych rejonach. Drapieżniki nigdy nie defekują na terenie gdzie próbują złowić swój obiad. Wiewiórki zjadają własne odchody regularnie, może po to żeby sąsiedzi nie wiedzieli, że tu były. Nosorożce natomiast wylewają z siebie setki litrów moczu znacząc swój teren. Jeśli jest akcja to jest reakcja, lub retorsja. Nosorożce z uwielbieniem zjadają krzewy obsikane przez inne nosorożce. Dzikie koty zjadają odchody innych dzikich kotów, lub tarzają się w ich nieczystościach. Wilki robią podobnie. Tylko po co? Odchody są naszą wizytówką. Niezależnie od tego czy to, człowiek, czy zwierz. Nic tak nie pachnie, lub śmierdzi nami, jak nasze odchody. Wszystko co z nas wypływa: ślina, pot, mocz, sperma, feromony, defekalia, zawiera bukiet informacji o nas. Psy dużo wrażliwsze węchowo odczuwają zapachy, o których my nawet nie wiemy, że są. Zwierzęta tarzając się w odchodach zostawiają na nich swój ślad i mówią „ja tu byłem”, zjadając odchody mówią „tu nikogo nie było”. Dlaczego jednak robią to psy, skoro nie muszą walczyć o terytoria i ukrywać się przed swoimi wrogami? W jakiejś mierze, to pozostałość po ich przodkach. Zachowanie które u wilków w wyniku rytualizacji utkwiło w ich zapisie genetycznym. Zatem trafiło także do ich krewniaków czyli psów. Jednak nie każdy pies raczy się takimi posiłkami. Dlaczego? Bo lata zmian cywilizacyjnych, udomowienie psa  spowodowały, że szereg zachowań odziedziczonych po swoich przodkach uległo różnemu stopniu uśpienia. Zwierzęta w swoim normalnym niezagrażającym środowisku reagują reaktywnie. W jakimś stopniu przewidywalnie. W sytuacjach niepewnych, zagrażających, lękliwych również reagują reaktywnie lecz mniej przewidywalnie. Dzikie zwierzęta żyjące na wolności robią to zawsze wg zrytualizowanych schematów żeby ocalić własne życie, żeby przeżyć, czasami, żeby mogło dojść do prokreacji. A nasze psy robiąc to wiedzą, że robić można, czasami trzeba. Jednak nie zawsze wiedzą o co chodzi? No właśnie, jeśli nie wiedzą „o co chodzi?”, to wracają do swoich pierwotnych zachowań właściwych dla odziedziczonego genotypu. Szczekają, atakują listonosza, biegają wzdłuż płotu no i zjadają odchody. To duży skrót, może kiedyś to rozwinę. Reakcją na niepewność jest powrót do pewności. Rozchybotany emocjonalnie Amstaf  zaatakuje cokolwiek. Zdenerwowany retriever zacznie z uporem maniaka nosić różne przedmioty, lub węszyć. Zdezorientowany molos zacznie pilnować czegokolwiek, czasami tak jakby chciał oddać za to życie. Mieszaniec zacznie robić nieprzewidywalne dla nas rzeczy, bo akurat, tak będzie dawał sobie radę z własnymi niepokojami.Psy zjadają kupy, tak to niestety bywa, nawet jeśli jest to sprzeczne z naszym poczuciem estetyki, dobrych obyczajów i norm społecznych.Jest jeszcze jeden bardzo prozaiczny powód takich zachowań. To kwestia formuły odżywiania. W kale ludzi i zwierząt jest zawsze część niestrawionego pokarmu. Im więcej ktokolwiek, zjada łatwo przyswajalnego pokarmu, pozostawia po sobie mniej przyswajalnych składników. Karmiąc psa suchą karmą firm z tzw wyższej półki można zauważyć, że jego kupy są małe i dość suche. Psy karmione tańszymi karmami pozostawiają po sobie ślady duże i wilgotne. W tanich karmach 80-90% składu to substraty sojowe, przyswajalne ale nie zawsze trawione do końca. W kupie psa odżywianego dietą Barf jest pełno niestrawionych substancji białkowych. Jak się temu oprzeć? Niepatologiczni ludzie oprą się takiej pokusie. Niepatologiczne psy zjedzą to, bo to my ludzie stwarzamy im do tego okazję. 
15:04, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lutego 2009

Najpierw odpowiedź na jedno pytanie

.„Mój labrador, sześć miesięcy, poobgryzał w domu prawie wszystkie rogi ścian. Ściany są wyłożone płytami gipsowymi, są miękkie i dlatego nie sprawia mu to kłopotu. Słyszałem, że jest to objaw braku wapnia. Dostaje dodatkowo preparat wapniowy ale to nie pomogło. Jak można psa oduczyć takiego zachowania” 

Odpowiedź:

Rzeczywiście, obgryzanie ścian, oblizywanie tynku jest dość częstym zachowaniem u szczeniaków. Panuje obiegowa opinia, że zwierzęta chcąc uzupełnić deficyt jakiegoś składnika potrzebnego organizmowi, same potrafią go odnajdywać. Zwierzęta leśne zjadają odpowiednie rośliny, psy zjadają tynk lub perz. Mimo, że to obiegowa opinia to bardzo często spotykana wśród weterynarzy i wytrawnych hodowców. Były kiedyś prowadzone badania nad tym zjawiskiem. Szczury wprowadzano odpowiednią dietą w stan głębokiej awitaminozy. Po czym gdy podawano im do wyboru pokarm bogaty w brakujące składniki i ten który otrzymywały wcześniej, wcale nie wybierały tego dla nich korzystnego. Nadal zjadały to co lubiły najbardziej. Żeby stwierdzić niedobór jakiegokolwiek składnika psiej diety, nie można tego robić tylko w oparciu o zewnętrzne symptomy zachowań. Diagnozę należy zlecić lekarzowi, który powinien to zrobić w oparciu o konkretne badania. W żadnym wypadku nie powinno się samemu interweniować kupując dodatkowe preparaty wapniowe. Podawanie ich bez konsultacji może nic nie zmienić a częściej zaszkodzić. Obgryzanie ścian, w ogóle gryzienie i niszczenie różnych przedmiotów, szczególnie w okresie szczenięcym to częściej problem behawioralny a nie fizjologiczny. Psy obgryzają często nogi od mebli, nasze buty, zjadają książki, szarpią ubrania. Trudno w tych przedmiotach znaleźć substancje odpowiedzialne za właściwe funkcjonowanie organizmu. Sam akt gryzienia to czynność niezwykle uspokajająca. Gryzienie i lizanie jakiegoś przedmiotu a nie rozszarpywanie go. Pies leżący przy ścianie i zjadający kawałek płyty gipsowo kartonowej dostarcza sobie uspokajającą dawkę równowagi hormonalnej. Szczególnie wtedy gdy zostaje w domu sam na kilka godzin i czuje z tego powodu duży niepokój. Jedzenie, pogryzanie czegokolwiek jest czynnością znacznie zmniejszającą wydzielanie adrenaliny i pochodnych tego hormonu. Adrenalina to przedziwny hormon. Za dużo, nie dobrze, za mało też nie dobrze, najlepiej gdy jej poziom jest właściwy danemu organizmowi. Często psy pozostawione sobie samym, na kilka godzin w domu zaczynają odczuwać różnego rodzaju niepokoje, nawet z powodu bulgotania w rurach kanalizacyjnych. Już nie wspomnę o lęku związanym z nieobecnością przewodnika. Gryzienie to forma radzenia sobie z tym problemem. No dobra, tylko czy musimy godzić się na zjadanie kawałków ścian i nóg od stołu? Arbitralnie odpowiem, że nie. Jednak jeśli podgryzanie czegokolwiek łagodzi lęki i niepokoje, to może niech ta czynność będzie bardziej konstruktywna. Zamiast ściany niech to będzie solidny gryzak taki jak KONG wypełniony schłodzonymi lub wręcz zmrożonymi smakołykami. Twarda kostka szpikowa, cielęca lub wołowa. Lepiej, żeby to było coś związane z bezpiecznym zjadaniem, lepiej żeby nie była to piłka lub jakakolwiek zabawka. Zabawka niech będzie płaszczyzną do spotkania się z psem w formie aktywności ciekawej dla psa i satysfakcjonującej jego przewodnika. No właśnie, jednak gryzaki i zabawki, nie zawsze rozwiązują problem. Pies pozostawiony w domu na kilka godzin, ma prawo robić różne głupie rzeczy. Może to robić z lęku, może po prostu się nudzić. Jeśli to lęk w dodatku mający znamiona lęku separacyjnego, pierwotnego wyniesionego z hodowli lub schroniska to sprawa jest poważniejsza. Jeśli to tzw wtórny lęk separacyjny, nabyty w nowym miejscu to jest to sprawa trochę łatwiejsza. Jeśli to tylko nuda, to można z tym sobie poradzić łatwiej. We wszystkich trzech przypadkach panaceum na zmianę zachowań psa, będzie systematyczna praca, wsparta jasnymi i czytelnymi komunikatami. Systematyczna, znaczy regularna, przynajmniej trzy razy po 15 minut dziennie praca szkoleniowa nad różnymi zachowaniami. Czytelna, czyli praca z psem wg jednej i powtarzalnej metodyki pracy. Konsekwentna, czyli niezależnie od własnych nastrojów, deszczu, śniegu lub wahań ciśnienia pracujemy z psem. Jest tylko jeden warunek, jeśli jesteś zmęczony, zdenerwowany lub zbyt euforycznie nastawiony do świata, to nie pracuj z psem. Musisz być normalnym, spokojnym, nie podekscytowanym i nie zdenerwowanym. Wtedy ten niezwykle empatyzujący kudłacz lepiej zrozumie o Ci właściwie chodzi i będzie podążał za każdą Twoją intencją. Jak i gdzie się tego nauczyć? Najlepiej na 2-3 miesiące zaangażować się w regularne szkolenie w psiej szkole. 

09:49, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Dwie suczki goldenki

„Witam

Od trzech lat mam suczkę goldenkę. Lora jest moim oczkiem w głowie i ulubionym moim towarzyszem. Nigdy jej nie szkoliłam, ale to co potrafi zupełnie mi wystarcza. Lora jest grzeczna, zawsze się mnie słucha. Widziałam pana w TV w programie o spaniu z psami. Lora śpi w moich nogach i nie mam zamiaru oduczyć jej tego, ani siebie. Uwielbiam goldeny i teraz myślę, że chciałabym mieć dwa takie psy. Przez pierwsze dwa lata, jeździłam z Lorą na wystawy. Trzy razy dostała ocenę doskonałą, raz była druga, raz pierwsza. Od roku nie byliśmy na żadnej wystawie. Mam nadzieję, że jej wyniki nie straciły ważności. Lora jest zdrowa, przynajmniej trzy razy w roku chodzimy na kontrolę do naszej lecznicy. No i przyszło mi do głowy, żeby Lora miała szczeniaki, jedną suczkę chcę sobie zostawić. Jednak wszyscy dookoła mówią mi, że to głupi pomysł, zostawiać sobie matkę i córkę. Bo jedna drugą będzie próbowała zdominować, a dwie suki to powód do konfliktu choćby nie wiem co. Czytałam pana bloga. Pan ma właśnie dwie suczki, matkę i córkę, czyli można mieć tak dwa psy bezkonfliktowo. Jak to zrobić i czy powinnam starać się o rozmnożenie mojej Lory?

Pozdrawiam Sabina z Gliwic” 

Odpowiedź. 

Pani Sabino!

Bardzo miło jest czytać listy od osób będących miłośnikami rasy Golden Retriever. Jeszcze milej jest mi wiedzieć, że są ludzie, którzy są zadowoleni i szczęśliwi z obecności takiego kudłacza na co dzień. Jak widzę z Pani relacji, Lora jest super psem. Pani jest natomiast bardzo świadomym przewodnikiem dla niej. Świadome przewodnictwo plus pies spełniający nasze oczekiwania, to zawsze kończy się inspiracją do posiadania kolejnego psa. Zazwyczaj tej samej rasy. Jeśli Lora uczestniczyła w wystawach organizowanych przez PZK i uzyskała oceny pozytywne to z całą pewnością może zostać matką kolejnych goldenów. Jednak najpierw proszę się zwrócić do właściwego oddziału Związku Kynologicznego w celu dopełnienia formalności związanych z rejestracją hodowli itp. Ważne jest żeby Lora miała rzetelnie zrobione badania dysplazji. To częsta dolegliwość Goldenów i często dyskwalifikująca psy przeznaczone do rozrodu. Wierzę, że Lora jest wolna od dysplazji. No i rzecz kolejna to odpowiedni dobór partnera dla Pani suczki. To jednak temat na oddzielny artykuł lub poradę. Zapewne będę musiał o tym napisać.Proszę też rozważyć, czy na pewno będzie Pani gotowa zająć się dwoma psami? Szczególnie gdy ten drugi będzie szczeniakiem. To często wymaga przegrupowania priorytetów nawet na poziomie życia codziennego. Co do posiadania dwóch suczek lub dwóch psów to absolutnie nie widzę przeciwwskazań. Dwa psy, tej samej płci potrafią żyć obok siebie bezkonfliktowo. Pies z kotem też. Kwestia dominacji jednej suki przez drugą to mity tworzone przez ludzi, nieumiejętnie zajmujących się psami. Rzeczywiście mam dwie Goldenki. Matkę, Bertę 10 lat i Biankę jej córkę 4,5 roku. Nie ma między nimi nawet cienia konfliktu. Bardziej obawiam się chwili gdy jednej z nich zabraknie niż gdy są razem.Jednak mój przykład nie jest dowodem na bezkonfliktowość między psami. Psy się dogadują, niestety to człowiek psuje najwięcej w ich relacjach.Pani Sabino. Bardzo dziękuję za list będzie dla mnie inspiracją do napisania kilku oddzielnych porad. Zrobię to wkrótce. Pragnę również przypomnieć, że w okręgu Katowickim działa Szkoła dla psów Wesoła Łapka, z Gliwic to bliżej niż do Warszawy. Proszę zajrzeć na stronę www.wesolalapka.pl  . Znajdzie tam Pani sporo porad dotyczących opieki nad psem i kwestii dotyczących jego szkolenia. Polecam. 

20:55, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 stycznia 2009
Sikający York

16.01.2009

Dzisiaj rano zadzwoniła Pani właścicielka Yorka. Opowiedziała coś takiego:

„Mam Yorka suczkę 6 miesięcy. Zawsze chciałam mieć małego psa, takiego do przytulania i pieszczenia. Sara jest kochanym pieskiem, uwielbiam trzymać ją na rękach bawić się z nią i do niej gadać. Jednak od miesiąca ilekroć biorę ją na ręce, Sara popuszcza mocz. Zaczyna to być dla mnie bardzo krępujące. Już kilka razy nie wytrzymałam i skarciłam ją za obsikiwanie. To jednak nic nie dało. Co z tym zrobić?”

 

Odpowiedź

Powodów do takiego popuszczania moczu może być kilka. Po pierwsze radziłbym niezwłocznie zasięgnąć konsultacji weterynaryjnej. Być może nietrzymanie moczu jest jakąś niedyspozycją zdrowotną związaną z funkcjonowaniem pęcherza lub całego układu moczowego. Zdecydowanie Sara wymaga przebadania przez weterynarza. Proszę też zwrócić uwagę na sposób podnoszenia Sary. Małe psy podobnie jak szczeniaki należy podnosić wsuwając jedną rękę w okolice mostka, a druga ręka powinna posłużyć jako siodełko, na którym sadzamy pupę psa. Nie wolno chwytać psa za brzuch i w taki sposób go podnosić. To właśnie może spowodować ucisk na pęcherz moczowy i niekontrolowane sikanie. Czasami może sprowokować odruch wymiotny. Wreszcie popuszczanie moczu może być reakcją na stres i sposobem rozładowania reakcji lękowych. Radziłbym się przyjrzeć czy nie nazbyt ekspresyjnie podchodzi Pani do Sary, czy Wasze zabawy nie są zbyt gwałtowne. Sara może popuszczać mocz zarówno okazując nadmierne zadowolenie jak i może być to reakcja lękowa. Myślę, że warto by było gdybyście po wizycie u weterynarza spotkali się na konsultacji u behawiorysty. Jeszcze jedno, bardzo proszę nie karcić psa, to do niczego dobrego nie prowadzi.

08:48, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2009
Psy obronne i stróżujące

Na początek pytania i odpowiedzi z dwóch różnych obszarów.

 

Na początek psy stróżujące i obronne.

 

„Kupiłem psa Nowofunlanda bo to duży pies budzący respekt. Ma teraz 11 miesięcy. Wcześniej miałem rotwailera, który był ostrym psem odstraszającym wszystkich, którzy próbowali się zbliżyć do mojej posesji. Max jednak łasi się do wszystkich, na nikogo nie szczeka. Próbowałem różnych ludzi namówić do drażnienia się z nim, żeby Max stał się psem obronnym i stróżującym. On jednak zamiast okazać jakąkolwiek agresję, chce się tylko bawić. Jak zrobić żeby ten pies stał się ostrzejszy. Chciałbym żeby inni się go bali a nie traktowali go jako Przytulankę do zabawy”

 

„Mam gospodarstwo rolne. Chcę mieć psa, który będzie wyszkolonym psem pilnującym obejścia. Chciałbym go spuszczać na noc ze smyczy, bo w ciągu dnia będzie przy budzie. Myślałem o kupnie owczarka niemieckiego. Czy może mi Pan sprzedać takiego owczarka, ile on kosztuje, ile kosztuje szkolenie i ile czasu trwa? Czy owczarek będzie polował na lisy?”

 

Odpowiedź

Po pierwsze panowie, bardzo dziękuję za zwrócenie się do mnie ze swoimi pytaniami. Jednakże nie jestem dobrym adresatem pytań, które zadaliście. Z zasady nie szkolę psów obronnych ani stróżujących.  W ogóle nie zajmuję się jakąkolwiek aktywnością rozwijającą w psach zachowania agresywne wobec innych ludzi i zwierząt. Uważam takie zjawisko za karygodnie nieodpowiedzialne. Od pilnowania gospodarstwa lub posesji są firmy ochroniarskie. Przy środkach, którymi posługują się współcześni bandyci najlepiej wyszkolony pies nie ma szans. Zatem czując obawę przed ingerencją w naszą prywatność proponuję znaleźć dla niej inną formę ochrony. Psy się do tego nie nadają. Trudno będzie rozbudzić w Maxie, złośliwość wobec obcych osób. Nowofunlady to psy stworzone do współpracy z człowiekiem a nie do okazywania wobec niego agresji. Nie sprzedaję też psów, nie mam w swoich zasobach owczarków niemieckich, które stały by się dobrymi stróżami. Nie oczekujcie od psów żeby zadbały o obszar waszego życia z którym sami sobie nie dajecie rady. Psy są po to żeby uprzyjemniały nam życie. Ich funkcjonalność użytkowa wymaga bardzo dojrzałego zrozumienia potrzeb psa i naszych własnych. Moja propozycja jest taka: darujcie sobie Panowie eskalowanie wymagań wobec psów, które posiadacie. Skupcie się nad zbudowaniem więzi ze zwierzakiem, która to więź pozwoli Wam na stawianie wymagań i oczekiwań, których efektów możecie się nie spodziewać.  

00:23, r.drozda
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009
Początek
Wczorajsza wizyta w telewizji ostatecznie skłoniła mnie do kilku zmian w formule mojego bloga. Niemalże codziennie dostaję maile lub telefony z prośbą o poradę w rozwiązaniu jakiegoś problemu związanego z zachowaniem psów. Kotów też, ale na tym się nie znam. Bardzo zależy mi na utrzymaniu charakteru bloga drozdaipsy, tym bardziej, że po roku funkcjonowania właściwie zaczynam rozumieć jaki być powinien. Drozdaipsy będzie blogiem o mnie i o moich psach. O mnie gdy będę chciał napisać coś osobistego, nie tylko w sprawach psich. O psach gdy będę chciał opowiedzieć coś własnego, nie tylko o sobie. Dawno niczego nie napisałem o szkoleniu psów, o mojej pracy z nimi. Może właśnie dlatego, że nie chcę już mieszać wątków osobistych ze szkoleniowymi. Za namową przyjaciół, zwłaszcza po wczorajszym programie postanowiłem uruchomić platformę do udzielania odpowiedzi i zadawania pytań. Będzie to aneks w postaci bloga http://drozdaipytania.blox.pl link umieściłem na zakładce. Blog ten będzie miejscem gdzie oczekuję na pytania związane z psami. Pytania dotyczące szkoleń czy rozwiązywania problemów behawioralnych Waszych psów. Będę też przytaczał własne przykłady różnych przypadków, którymi miałem do czynienia i w jaki sposób się z nimi uporałem, a właściwie jak to zrobili właściciele psów. Nie jestem wielkim fanem udzielania porad przez Internet lub telefon. Poradnictwo na odległość, bez dokładnej diagnozy i bezpośredniego kontaktu niesie ze sobą ryzyko popełnienia błędu. Zarówno przez doradzającego jak i szukającego porady. Jest jednak wiele spraw, z którymi można się uporać bez wizyty psiego trenera czy behawiorysty. Są sprawy w których można podsunąć konkretne rozwiązanie i wtedy publiczne poradnictwo jest poprawne. Są sprawy przy, których nie powinno się rozwiązywać na odległość. Znam wiele osób, które poległy na próbie takiego działania. Moim zdaniem, sensowne poradnictwo w sprawach trudniejszych polega na inspirowaniu w znalezieniu właściwego rozwiązania. To tak jak z wiedzą w ogóle. Dzielenie się wiedzą nie polega tylko na podsuwaniu gotowych algorytmów. To umiejętność inspirowania innych do poszukiwań, nie pozostawiając ich samym sobie. Takie są moje założenia związane z prowadzeniem aneksu. Jeśli tylko uznam, że nie spełniam stawianych sobie wymagań natychmiast zamknę bloga.

Zatem czekam na pytania. W najbliższych dniach opublikuję kilka swoich przykładów.

11:23, r.drozda
Link Dodaj komentarz »